Dlaczego z dobrej hodowli...

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z różnicy między labradorem, a „prawie labradorem”, choć, jak wiemy dzięki popularnej reklamie „prawie robi różnicę.” Jeśli odkryją to Państwo dopiero po kupnie psa, to już niestety trochę za późno...
 
Ponieważ jest dla mnie zrozumiałe, że osoba poszukująca labradora zwykle nie jest znawcą rasy i nie wie, czym różni się szczeniaczek kupiony na allegro, od tego pochodzącego z dobrej hodowli, po utytułowanych i zdrowych rodzicach, postaram się to wyjaśnić.  Ponieważ mówi się, że dobre zdjęcie jest lepsze niż tysiąc słów, zacznę od pokazania rożnicy między szczeniakiem znalezionym na allegro, a tym urodzonym w mojej hodowli.

szczenię labradora z hodowli Bella Mare FCI
labrador
 prawie jak labrador
prawie jak labrador
A tak wygląda jedna z moich suczek w porównaniu do matki szczeniąt znalezionej w portalu ogłoszeniowym alegratka:
suka hodowlana labrador retriever
labrador
 suka z pseudohodowli
prawie jak labrador
Poniżej znajduje się porównanie utytułowanego, wysokiej klasy samca rasy labrador retriever z psem, który według ogłoszenia na alegratce też jest labradorem:
reproduktor labrador retriever
labrador
 prawie labrador
prawie jak labrador
Teraz przybliżę Państwu skąd bierze się większość tych przeciętnych, nie wiele sobą reprezentujących psów rasy Labrador Retriever. 
 
Otóż Pan Kowalski ma suczkę, którą kupił w pobliskiej hodowli, nie wiele o niej wiedząc, prócz tego, że jest labradorem i ma rodowód (który i tak nic mu nie mówi i zwykle nie pofatyguję się dowiedzieć czegokolwiek o przodkach swej suni). Po jakimś czasie nasz Pan Kowalski usłyszał, że labradory są teraz modną , dobrze się sprzedającą rasą, więc postanowił zdobyć ze swoją suczką uprawnienia hodowlane, oczywiście najmniejszym możliwym wysiłkiem zaliczając trzy wystawy na ocenę bardzo dobrą, która wbrew nazwie nie świadczy o urodzie tejże suki. Zakładamy oczywiście, że suka spełniła minimalne wymagania i uzyskała status suki hodowlanej. Jeśli natomiast  została zdyskwalifikowana za znacznie odbiegający od wzorca wygląd, nietypowe dla labradora zachowania (agresja, lękliwość) i nie została dopuszczona do hodowli przez Związek Kynologiczny, to proszę nie sądzić, iż Pan Kowalski zrezygnował z rozmnożenia jej – O, nie, jak może zarobić parę groszy, to przecież nie odpuści. Oczywiście pokryje swą suczkę jakimkolwiek mieszkającym w pobliżu psem przypominającym labradora i będzie sprzedawał szczenięta jako labradory bez rodowodu, a naiwni ludzie kupią je sądząc, że po co przepłacać za rodowód, kiedy za pół ceny można nabyć takiego samego psa. I tu popełniają największy błąd, ponieważ ten z pozoru „niepotrzebny papierek” mówi nam, że rodzice szczeniaka to „normalni” pod względem wyglądu i zachowania przedstawiciele rasy. Natomiast psy pochodzące z powyższego skojarzenia nie mają szans być nawet podobne do wysokiej klasy labradora...     
             
Teraz załóżmy, że jednak się Panu Kowalskiemu powiodło i jego nie najpiękniejsza, lecz przypominająca labradora suczka zdobyła uprawnienia hodowlane. Co wtedy zrobi Pan Kowalski? Obdzwoni okolicznych właścicieli reproduktorów pytając wyłącznie o cenę za krycie . Nie interesuje go, czy pies pasuje do jego suki pod względem rodowodu, czy posiada zalety w tych miejscach, gdzie ona ma wady, czy został przebadany pod kątem dysplazjii ...nieeee, liczy się tylko ten, za którego usługi zapłaci najmniej i który mieszka blisko, żeby nie trzeba było nigdzie daleko jechać. Trudno o takim hodowcy powiedzieć, że „dąży do polepszenia rasy” bo on dąży jedynie do polepszenia stanu swojego portfela. Jak widać niezwykle ambitne plany ma Pan Kowalski.

Jeśli wszystko się powiedzie, to po jakimś czasie rodzą się szczenięta z tego „obiecującego” skojarzenia. Pan Kowalski nie wiele wie o prawidłowym odchowie i socjalizacji szczeniąt i, szczerze mówiąc, nie bardzo go to interesuje. On chce na nich zarobić. Okazuje się, że to nie takie łatwe, bo więcej jest takich Kowalskich z masą niezbyt urodziwych szczeniąt, po niezbyt wysokich cenach, więc w efekcie Pan Kowalski sprzedaje swoje szybko rosnące i dużo jedzące szczenięta w atrakcyjnej cenie, po to, by się ich pozbyć. Zachwycony swym świetnym zakupem nabywca dopiero po paru miesiącach zrozumie swój błąd, gdy z puszystej kulki wyrośnie drobny, długonogi labrador z głową wyżła i do tego kulejący z powodu kłopotów ze stawami. Na pomoc i radę ze strony hodowcy swojego szczeniaka nie ma co liczyć, bo Pan Kowalski wiedzę i doświadczenie w hodowli ma znikome, a do tego nie interesują go losy wyhodowanych przez siebie szczeniąt. 
              
Na temat pseudohodowli, w których psy są trzymane w małych klatkach, niemiłosiernie eksploatowane, kryte co cieczkę (nikt nie kontroluje, co się dzieje w hodowlach psów nie rodowodowych), karmione byle czym i w głodowych racjach, gdzie cała socjalizacja i opieka nad szczeniętami polega na wstawieniu do kojca miski z żałosnej jakości jedzeniem, nie będę się rozpisywać, bo zakładam, że ktoś zainteresowany nabyciem szczeniaka z takiego miejsca, nie trafia na moją stronę.

Mam nadzieję, że tekst ten sprawi, iż choć niektórzy podejdą do tematu kupna labradora odpowiedzialnie i nie zechcą wspomóc producentów labradoropodobnych piesków, tylko zdecydują się na porządną hodowle, w której znajdą piękne, zadbane, odpowiednio socjalizowane szczenięta, których rodzice zostali przebadani pod kątem dysplazji, mają osiągnięcia wystawowe i co chyba najważniejsze, są typowymi, wesołymi, pozbawionymi agresji labradorami. Pamiętajmy, że psa kupuje się na wiele lat i nie warto oszczędzić paru groszy kupując byle co, byle skąd.